piątek, 6 lipca 2012

Nigdy więcej

Zdjęcia będą, jak dołączę do mojego dziecka, które lada chwila przekroczy naszą granicę państwową z kartą SD, której jakże inteligentnie nie skopiowałam :) Mam jednakowoż nadzieję dołączyć niedługo.

A "nigdy więcej" dotyczy lata nad Morzem Czarnym w Rosji.
Jakby pobyt w Soczi dwa lata temu niczego mnie nie nauczył.

Nie mogąc przez czas jakiś opuścić Moskwy, w której jest duszno i ciepło i spaliniasto, a mając na stanie dziecko, które zakończyło wyjątkowo trudny rok szkolny i którego żadna ludzka siła nie była w stanie odkleić od telewizora, i Babcię, która jest ciekawa świata i pełna jeszcze energii - nabyłam byłam dwa bilety lotnicze za cenę, w której dolecieć można do Polski, i wysłałam swoje panie do Anapy, wykupiwszy im wcześniej usługę odbioru na lotnisku przez biuro podróży. 

O rany, ale mi zdanie wyszło.

Biuro podróży miało przysłać kierowcę, który obwiezie panie po wybranej wcześniej przeze mnie grupie pensjonatów polecanych przez owo biuro, coby się naocznie przekonały, co im się podoba. Nie wiem, czy przysłało, bo samolot się spóźnił i żadnego pana z biura na lotnisku (już) nie było. Byli za to inni panowie, którzy oferowali podobną usługę w tej samej w sumie cenie, dziecko z lekka histeryzowało, traktując Babcię jako osobę nie do końca dorosłą i być może nie do końca sprawną intelektualnie (wszak od załatwiania Takich Poważnych Spraw zawsze była matka), Babcia więc zdecydowała się na takiego innego pana i w efekcie wylądowała w wielce sympatycznym miejscu jakieś 30 minut od morskiego brzegu. 

Zdaje się, że mam wenę na długie zdania.

Gospodyni była przemiła, pokoik był czysty i schludny, podwóreczko zadbane, pieniądze bardzo, bardzo przyzwoite, a że plaża daleko... to przynajmniej sobie dziewczyny pospacerowały.

Bo oprócz spacerowania to w Anapie nie ma NIC do roboty.
Anapa jest bardzo znanym uzdrowiskiem dziecięcym z kilku powodów.
Po pierwsze, zdrowe powietrze stepowe miesza się ze zdrowym powietrzem morskim (z dwóch mórz! - bo Azowskie jest zaraz obok) i doskonale wpływa na drogi oddechowe i takie tam.
Po drugie, piasek należy podobno do najpiękniejszych w Europie. Rzeczywiście, jest złocisty, drobniutki i włazi absolutnie wszędzie :)
Po trzecie, jest płytko. Przez wiele, wiele, wiele metrów woda sięga dorosłemu zaledwie po pas, a sztorm odczuwalny jest jako zefirek.
Po czwarte, tylko dzieciom za jedyną rozrywkę wystarczy woda i łopatka. I może jeszcze trochę wody i parę foremek. I może jeszcze odrobina wody. Lokalne wycieczkownie w ofercie miały m.in.... wyjazdy do oddalonego o kilkaset kilometrów Soczi. Oczywiście, można było wybierać ulubiony aquapark albo najciekawsze delfinarium, ale umówmy się: te rury są wszędzie mniej-więcej jednakowe, zwłaszcza te, z których zjeżdżać wolno siedmiolatkom, a delfiny mamy w zoo w Moskwie.


A nutka siermiężności, dość mocno wyczuwalna w Soczi, w Anapie zamienia się w całą symfonię wspomnień końcówki lat osiemdziesiątych. Łącznie z bieliźnianymi (z braku bikini) biusthalterami korpulentnych babeczek po pięćdziesiątce, zmieniających majtasy na suche pod spódnicą, bo przebieralni na plaży, szerokiej na 200 metrów, nie uświadczysz. Ani innej infrastruktury. Siusiać przecież można do morza. Zresztą, gdyby postawiono choć jedną tojtojkę, to na nic by się to nie zdało, bo nie dałaby rady obsłużyć wszystkich smażących się na południowym słońcu szprotek.. śledzi... yyyy... ciasno ułożonych, kocyk przy kocyku, ludzi.

Nic za to nie ograniczało inwencji twórczej projektantów architektonicznych, tworzących zabudowę miasteczka...

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz