poniedziałek, 7 maja 2012

Znów ktoś za mnie zmywa naczynia

Mój styczniowy post o zbliżającym się powoli końcu pobytu odniósł chyba skutek, bo znów odwiedzili nas goście (hurra! trzeci raz goście przez trzy lata!). Goście otwarci, ciekawi świata i samodzielni (tu macie mapę, tu macie plan metra, tu macie klucz od chałupy, a my wracamy do swoich zajęć).
Goście zgłaszają dysonans poznawczy.
Albowiem ponieważ obraz Rosji w głowie przeciętnego Polaka, a nawet Polaka nieprzeciętnego, tylko wykształconego i o szerokich horyzontach, obraz kształtowany m.in. przez media, różni się znacząco od tego, co ten Polak widzi po wylądowaniu na Szeriemietiewo.
Bo widzi cywilizację, zasadniczo dosyć dobrze rozwiniętą. Zwiedzanie stolycy robi się nudnawe, bo oczekiwał człowiek dzikiego wschodu, a ma w gruncie rzeczy to samo, co w innych krajach europejskich, pewne rzeczy są bardziej badziewne, niż gdzie indziej, a pewne fajniejsze, ale szoku cywilizacyjnego człowiek nie doznaje. Życie w Moskwie, przynajmniej na powierzchni, dla turysty czy ekspaty, nie różni się znacząco od życia gdzie indziej w Europie. Doznaje się pewnego rozczarowania, bo po powrocie nie można podzielić się niesamowitymi wrażeniami, może poza tym, że to jednak duże miasto jest.

"No i nie wiem, która Moskwa jest prawdziwa" - skarżą się Goście. Czy ta lukrowana, dla turystów, czy ta przedstawiana w polskiej TV?

1 komentarz:

  1. chyba po trochu i ta lukrowana i ta udramtyzowana..

    OdpowiedzUsuń